Miniaturka 'Dzień dobry'

!!!! MINIATURKA 18+ !!!!


Witam,
Następny rozdział (już piąty!) pojawi się wkrótce, musimy ze Sweet jeszcze co nieco obgadać, a jak na razie publikuję moją miniaturkę, którą tak naprawdę chciałam schować do szuflady, ale pewien jegomość mi nie pozwolił :D Od razu zaznaczam, że jest to opowiadanie dla osób o mocnych nerwach - zawiera sceny samookaleczania się.


Opugno        






Jeszcze jedna...gdzie się podziała, no ta, no, o tutaj jest! jeszcze jedna, a obok niej taka równa, jeszcze jedna. Kurwa, boli, ale przecież ma boleć... o to w tym chodzi... zasłużyłam na to. Nie ma dla mnie ratunku... na dziś starczy... a może nie? Jeszcze kilka i wtedy wytrę.... albo nie, niech leci. Zasłużyłam na to, tak, tylko na to.
Wyciągnęła papier i owinęła nim nadgarstki i uda. Nie na długo to pomogło, papier szybko przesiąkł. Weszła do kabiny prysznicowej i z obietnicą tylko zmycia krwi została na dłużej patrząc na spływającą czerwoną wodę. W końcu wyszła. Nie dziś dane jej było umrzeć, jeszcze trochę musi się pomęczyć. Owinęła się czarnym ręcznikiem, bo na takim mniej widać krew i zaczęła wyjmować z szafki bandaże. Zwykłe, mugolskie. Gdy już skończyła układać idealne opatrunki, jak gdyby nigdy nic zajęła się robieniem kawy. Ostatnio tylko to jej przechodziło przez gardło. Może z wyjątkiem grzanek, ale to dopiero na obiad.
Ubrana w szatę służb administracyjnych Wizengamotu aportowała się do Ministerstwa Magii. Przybrała sztuczny uśmiech i skierowała się do swojego biura. Otworzyła cicho drzwi i z wzrokiem spuszczonym na swoje baleriny podążyła do swojego biurka cicho wypowiadając 'dzień dobry'.
- Dzień dobry Granger!


Draco Malfoy siedział przy swoim biurku już od kilku minut czekając na swoją współpracownicę. Dobrze wiedział kto to będzie, w końcu Jorkins mu o tym wspomniał jak szedł na emeryturę. Dlatego specjalnie dziś wymodelował najlepiej jak potrafił swoje błyszczące blond włosy i oczekiwał przyjścia jego nemesis z szkolnych lat. Nie po to żeby ją wyzwać od szlam. Nie byli już dziećmi. Poza tym, takie czasy już minęły. Chodziło mu o te docinki, którym nigdy nie potrafił nikt dorównać. Nikt nie obrażał go tak jak ona.
Usłyszał szmer butów. Na pewno za chwilę wejdzie do pomieszczenia dumna, stukająca swoimi wysokimi obcasami i wymyśli docinkę na którą tak czekał. Drzwi się otworzyły na tyle, żeby mogła się przez nie przecisnąć wychudła kobieta w płaskich balerinach. Z głową nie tak pięknie brązowych, lecz wyblakłych kudłów skierowaną w ziemie ledwo szepcząca powitanie.
- Dzień dobry Granger!
Draco nadal spodziewał się docinki, ale ta nie nadeszła. Hermiona podniosła na niego swoje piękne orzechowe oczy, a mężczyzna obserwował jak te kiedyś piękne, pełne werwy oczy robią się większe, tak jakby ze strachu? Tylko tyle zdążył zauważyć, bo kobieta skierowała głowę w stronę swoich papierów i już się nie odwróciła w jego kierunku.




Tylko spokojnie. To Malfoy! Tu ci nic nie zrobi, jesteście w pracy, nie może ci nic zrobić prawda? A jeśli coś powie? Co gorsza, co jeśli zauważy? A może on już wie? Jesteś głupia, jak może wiedzieć? Masz długie rękawy, tylko takie teraz nosisz. Nikt się nie dowiedział przez cały ten czas, to teraz też się nie dowie. Żyletka... jest w domu.



Żadne nie odezwało się już do siebie tego dnia, nie licząc cichego 'do widzenia' Hermiony i tubalnego 'Do Widzenia' Draco.



Coś jest z nią nie tak. Przestraszyła się czy co? Przecież to Hermiona Granger! Ona niczego się nie boi, prawda? Może miała gorszy dzień. Ah, te kobiety. A ja tak czekałem na tę jej choćby najmniejszą dogryzkę. A tu nic! Może jutro coś z tego wyjdzie.



Była gryfonka wróciła do domu. Rzuciła torebkę i szaty na środek pokoju i skierowała się od razu do łazienki. Otworzyła szufladę i wyjęła z niej nowe, błyszczące pudełko. Nowe żyletki. Jedno cięcie, drugie, trzecie, dziesiąte, dwudzieste. Ten sam rytuał... te same słowa... może jeszcze jedno... a może już starczy, nie, jeszcze jedno... zasłużyłam na to. Malfoy. Tym razem żyletkę wbiła w skórę tuż obok pępka i tak jak jeszcze nigdy wcześniej wyryła na nie słowo 'szlama'. Pozwoliła jeszcze przez chwilę lecieć krwi, a potem tak jak zawsze nałożyła idealny, wprawiony bandaż. Tego dnia nie jadła nic. Od razu poszła spać.


...

- Dzień dobry Granger! - ryknął na tyle ile pozwalała mu arystokratyczna etykieta, gdy weszła do ich biura. Tak jak zeszłego dnia, odpowiedziała tylko cichutkie 'dzień dobry' i nawet nie patrząc się na niego zajęła się swoją pracą.


I tak przez cały tydzień. Draco miał już tego dość. Cały czas czekał na tą dawną Granger. Na tą, która przywaliła mu w nos na trzecim roku, tą która zawsze trafnie dobierała słowa i potrafiła mu słownie dopiec jak mało kto. Co by tu zrobić, żeby się na niego wkurzyła... sprowokuje ją! To zawsze na nią działało jak płachta na byka.


...

Jak postanowił tak zrobił. W poniedziałek gdy weszła do biura znów powitał ją swoim tubalnym głosem, ale tym razem dodał:
- Jak tam ci minął weekend, siedziałaś z wiewiórem całą niedzielę w bibliotece czy może walczyłaś za obroną praw skrzatów domowych?
Hermiona nie powiedziała nic. Nie tego się spodziewał. W zamian tylko podniosła swoje jakby przygasłe oczy które teraz zaczynały się robić większe i jakby napełniały się łzami... wybiegła z biura i nie wróciła do końca dnia. Gdy Malkins pytał czemu jej nie ma, wytłumaczył, że się źle poczuła.


Tego dnia stwierdził, że odwiedzi Blaisa. Jako magomedyk z specjalizacją psychiatryczną, na pewno będzie wiedział, co jest Granger.
- Hejka Blaise, weź mi powiedz, jak jakaś osoba kiedyś była pełna energii a teraz jest jakaś przygaszona i mówi zawsze szeptem i nie patrzy się długo w oczy, to co jej jest? - powitał blondyn przyjaciela
- Hejka Smoku. Mowa o kimś konkretnym?
Mężczyzna nie odpowiedział dłuższą chwilę, więc Blaise kontynuował.
- wygląda mi to na depresję, ale nie potrafię tego stwierdzić dokładnie na podstawie twojego opisu. Czy ta osoba przeżyła jakąś traumę w życiu? Czy chodzi ze spuszczoną głową? Czy stara się ograniczyć rozmowę do minimum, może w ogóle nie mówi? Czy ma znajomych?
 - Nie wiem, tak, tak, mówi tylko 'dzień dobry' i nie wiem, nie widziałem przy niej nikogo ostatnio.
- A więc chodzi o kobietę.
Draco tylko spojrzał na niego spode łba.
- Daj spokój, co ci szkodzi że mi powiesz, może będę umiał pomóc?
- Jak chcesz, chodzi o Granger.
- O Granger? A od kiedy ty się przejmujesz Granger?
- Nie przejmuję się, jasne? Tylko jakoś tak mi nudno, jak nawet na moje zaczepki nie odpowiada w pracy. Dziś się nawet popłakała i wybiegła z pracy. A ja się tylko zapytałem jak jej minął weekend! Raz jak ją ręką musnąłem to też jak oparzona odskoczyła.
Zabini pogrążył się w zadumie. Wyglądało mu to na ciężką depresję. Tyle że kobieta chodzi do pracy. A ta ucieczka z pracy? Jakby była zastraszona. I jeszcze dotyk. To już mogło oznaczać coś poważniejszego. Ale nie warto wyciągać pochopnych wniosków. Pewnie Draco wszystko wyolbrzymia.


Hermiona jak tylko wróciła z pracy od razu wykonała swój mały codzienny rytuał. Ostatnio zaczęła pogłębiać słowo 'szlama', a na jej ciele zaczynało brakować miejsc. Dziś rozpoczęła skórę na łydkach. Niepocięta skóra zawsze jest wrażliwsza, dlatego do krwi dołączyły łzy. Gorzkie, gęste łzy.
...


Od tamtego poniedziałku minęły dwa tygodnie. Draco Malfoy zdążył się przyzwyczaić do cichutkiego 'dzień dobry' i braku jakiejkolwiek innej reakcji od Hermiony. Mogłoby się nawet zdawać, że mężczyzna czekał codziennie na te dwa słowa. Ale sam się do tego nie przyznawał. Dopiero kiedy któregoś dnia nie przyszła do pracy zauważył, że zabrakło mu tego powitania. Ale bardziej się nie przejął. Przecież mogła sobie wziąć dzień urlopu, prawda?


Kobieta nie przyszła też kolejnego dnia. Pomimo cienia niepokoju mężczyzna nic sobie z tego nie robił, bo przecież mogła wziąć kolejny dzień urlopu, racja? Tylko wtedy Malkins nie przyszedłby się go zapytać czy może wie gdzie jego koleżanka się podziewa.
Po krótkiej rozmowie z szefem Draco dowiedział się również, że nikt nie widział jej nigdy w żadnym towarzystwie, a także, że do nikogo się nie odzywała. W biurze zostawiła tylko swój adres zamieszkania. To był jedyny ślad potwierdzający, że kobieta chodziła tam do pracy. Lekko zaniepokojony Draco wziął jej adres i aportował się do swojego przyjaciela. Zrobiło mu się jej żal. Spodziewał się, że pracując z nią spotka Pottera albo chociaż jedno z tych przeklętych rudzielców. Zdawał sobie sprawę, że najmłodsza z Weasleyów zginęła tragicznie na którymś z meczów Qudditcha, ale Weasleyów zawsze było dużo.
- Smoku, coś się stało? Tak bez zapowiedzi wpadać...
- Granger nie było dwa dni w pracy, a Malkins nic nie wie o jej nieobecności. Pomyślałem, że może do niej wpaść? Patrz, mam nawet adres!
- Spokojnie, wezmę tylko różdżkę i już idę okej?
Blaise skierował się do łazienki. Jednak oprócz zabrania różdżki, zaczarował swoją kieszeń zaklęciem powiększająco-pomniejszającym i wpakował do niej masę magicznych bandaży i eliksirów uzupełniających krew. W głębi duszy spodziewał się najgorszego, ale nie podzielił się swoimi przypuszczeniami z Draco, który by go wyśmiał za tak horrendalny pomysł. Miał jednak nadzieję, że jego przypuszczenia się nie potwierdzą.
- Już jestem, możemy ruszać.
Murzyn chwycił swojego przyjaciela za rękę i poczuł znajome szarpnięcie w okolicy pępka. Po chwili stali już przed rzędem takich samych ponurych szeregowców w mugolskiej części Londynu.
- spodziewałem się, że będzie żyła wśród mugoli, ale oczekiwałem cieplejszy wystrój. Może jakiś ogród, żywsze kolory... ale nic.


Blondyn zapukał do drzwi, ale odpowiedziała mu głucha cisza. Zapukał jeszcze raz, ale tym razem też nie przyniosło to żadnego efektu. Już chciał się poddać, ale Blaise go zatrzymał.
- a może sprawdzimy zaklęciem obecności? Tak na wszelki wypadek.
Draco kiwnął głową i wypowiedział słowa zaklęcia.
- Praesentia Totalus!
Niebieska poświata potwierdziła ludzką obecność w domu, więc mężczyznom nie pozostało nic, tylko zaklęcie Alohomora. Nie spodziewali się że zadziała. Czarodzieje zazwyczaj zabezpieczali się bardziej niż tylko mugolskim zamkiem. Gdy weszli do środka ujrzeli tylko zakurzony salonik i pokrytą brudem kuchnię. Nie znalazłszy kobiety skierowali się po schodach na górę. Sypialnia mogłaby wyglądać na nieużywaną, gdyby nie to, że narzuta była skopana a prześcieradło całe we krwi. Spojrzeli się na siebie. Teraz można było oczekiwać tylko najgorszego. Odcinek łączący sypialnię z łazienką pokonali w mgnieniu oka, a po sekundzie także drzwi od łazienki zostały wyważone. W środku dopiero po użyciu Lumos dojrzeli małą skuloną sylwetkę kobiety w samej bieliźnie w kącie tuż obok kabiny prysznicowej. Nieprzytomna Hermiona była cała pokryta ranami. Z niektórych nadal sączyła się krew, a niektóre wyglądały jakby skrzep stworzył się kilka godzin temu. Blaise od razu rzucił się w jej stronę i zaklęciami zaczął zamykać otwarte rozcięcia. Podał jej tez eliksir uzupełniający krew po czym zawinął ją w czysty ręcznik, znaleziony w szafce i od razu aportował się do Św. Munga.


...

Draco przez tydzień miał koszmary w których widział poranioną kobietę. Leżącą w kałuży krwi. Zawsze najbardziej w oczy rzucał mu się napis 'szlama' na brzuchu. Za każdym razem próbował ją ratować, ale nigdy nie mógł znaleźć różdżki, lub przykładał bandaż nie tam gdzie trzeba, lub nawet tych bandaży nie było. Kobieta w każdym koszmarze umierała w jego ramionach. Jej ostatnie bicie serca wyznaczało moment w którym budził się z ciężkim oddechem i spoconym czołem. Próbował zasnąć z powrotem, ale rzadko udawało mu się wrócić do snu.


Blondyn przychodził do szpitala codziennie. Siadał przy jej łóżku i patrzył na nią. Spędzał przy niej codziennie tyle czasu, jakby chciał przeprosić za te wszystkie lata. Czuł się winny. Magomedycy twierdzili, że jej stan jest stabilny i że powinna się obudzić w każdym momencie, ale wybudzenie nie nadchodziło.

...

Po dwóch tygodniach Draco zaczął tracić nadzieję. Jak zwykle siedział przy jej łóżku i się wpatrywał. Tego dnia z bezsilności z jego policzków spadły łzy. Było mu tak przykro. Jak wychodził, przez łzy udało mu się wydukać tylko jedno słowo.
- przepraszam.
I wyszedł z jej pokoju.
...

Pierwsze co zarejestrowała to ból. Wszechogarniające palenie całego ciała. Następnie ostre światło. Tak ostre, że zmusiło ją do ponownego zamknięcia powiek. Wyczuła czyjąś obecność. Ktoś był u niej. Światło musiało oznaczać szpital, więc pewnie osoba będąca z nią w pokoju to lekarz, bo nikogo innego się nie spodziewała zobaczyć.
- Przepraszam.
Przepraszam? Ktoś mnie przeprasza? To nie może być żaden lekarz. Skądś znam ten głos. Nie. To nie może być on. Nie, on nie przeprasza. Hermionie udało się otworzyć oczy tak, że zauważyła tylko tył głowy Dracona zanim zdążył wyjść.
- nareszcie się pani obudziła, zaczęliśmy tracić nadzieję.
Wolałabym się nie obudzić. Ale Hermiona nie powiedziała nic. Spojrzała tylko na Magomedyka który pojawił się w jej drzwiach obojętnym spojrzeniem.
Zdołała się podnieść na łokciach i zaobserwowała, że całe jej ciało było pokryte niezliczoną ilością magicznych bandaży. Gojenie ran sprawiało, że piekło ją całe ciało. Znów zapragnęła umrzeć.

...

Spędziła w szpitalu jeszcze tydzień, zanim ktokolwiek przyszedł ją odwiedzić. Przez ten tydzień dostawała codziennie dawkę eliksirów uzupełniających krew, antydepresantów i eliksirów odżywczych. Jej stan fizyczny poprawiał się z dnia na dzień, ale nie chciała rozmawiać z żadnym psychiatrą.


Draco dowiedział się, że się obudziła tego samego dnia, Blaise od razu go powiadomił. Jednak odwiedzić ją zdobył się na odwagę dopiero po tygodniu. Gdy wszedł do jej pokoju po ciele przeszły mu ciarki. Cała w bandażach siedziała spokojnie na łóżku czytając książkę. Wyglądała, lepiej, zdrowiej, ale jej twarz była pochmurna. Ogarnięta smutkiem.
- Dzień dobry – usłyszała jego tubalny głos
- Dzień dobry – usłyszał jej delikatny, ale słyszalny głos.

...

Sama nie rozumiała, dlaczego, ani w jaki sposób, ale jego odwiedziny wprawiały ją w dobry nastrój. Wolała jego od każdego psychiatry który ją odwiedzał. Czekała na to, aż przyjdzie i poopowiada jej co się dzieje w magicznym świecie, a także tym mugolskim.


Jednego dnia, kiedy Hermiona miała bardzo dobry humor a bandaże z jej nadgarstków zostały zdjęte Draco zadał pytanie. To którego tak bardzo się obawiała.
- dlaczego?
Nie odpowiedziała mu od razu. Jej mina spochmurniała, ale nie odwróciła wzroku od niego. Jego zatroskane spojrzenie dało jej jednak odwagę i zaczęła swoją jeszcze nikomu nieznaną historię.
- wszystko zaczęło się półtora roku temu, kiedy do mojego ślubu z Ronem został miesiąc. Ron, on... on mnie zdradził i dlatego zerwałam zaręczyny. Nie wiedziałam jednak, że wszyscy staną przeciwko mnie – z jej oczu wylały się łzy, ale kontynuowała - Ron miał plan i kiedy wszyscy dowiedzieli się o zerwaniu zaręczyn wszystko przekręcił i oskarżył mnie o zdradę, której nie popełniłam. Opowiedział też jak to zerwał zaręczyny i w ten sposób ludzie których uważałam za rodzinę nie chcieli mnie znać. Została ze mną tylko G-Ginny. Kilka miesięcy później moi rodzice zmarli w wypadku samochodowym, a potem jeszcze wypadek i G-ginny i … - urwała bo jej płacz przerodził się w szloch. Draco delikatnie uważając na pozostałe bandaże przytulił ją i uspakajał cichym głosem.

...

Dlaczego akurat on? Chciała by ten koszmar się skończył. Żeby wszystko wróciło do normy. Wiedziała, że nigdy nie będzie tak jak dawniej, ale w głębi serca pozostała mała cząstka tej starej Hermiony, która wierzyła w dobre zakończenie. Nie sądziła jednak, że pomoże jej w tym Malfoy. Magomedyk powiedział jej, że zawdzięcza mu życie. Jak sobie teraz pomyśli, że akurat ta Fretka widziała ją półnago i całą we krwi to... no właśnie? Zdenerwuje się? Przecież uratował jej życie. Popadnie w rozpacz? Chyba bardziej już się nie da. Było jej wstyd. Było jej wstyd, że się poddała tak łatwo i bez walki o lepsze jutro. Przecież to Hermiona Granger! Pomagała pokonać Czarnego Pana! Jej nazwisko zna cały czarodziejski świat. A ona dała za wygraną. Ciekawe, że dopiero przy swoim wrogu powróciła jej chęć do życia. Bo powróciła, prawda? Dawno nie rozmawiała z nikim, a sposób w jaki blondyn opowiadał o wszystkim robił na im wrażenie. Starał się zachować obiektywizm, ale nie zawsze mu się to udawało i dodawał od siebie subiektywne opinie. Hermiona nigdy nie przepadała również za Quidditchem, ale pozwalała mu o tym mówić. Swoją ekscytacją i uwielbieniem do sportu sprawiał wrażenie tak szczęśliwego, że nie miała serca mu przerywać. Co do przeszłości wybaczyła mu już dawno. Tego samego dnia kiedy przyszedł zawstydzony i powiedział swoje 'dzień dobry'. Brakowało jej tego.
Dlatego gdy dostała pozwolenie z administracji na wyjście ze szpitala jej dobry humor znikł. Nie chciała wracać do tego ciemnego, zabrudzonego domu w mugolskim Londynie. Chciała zacząć od nowa.
- jak nie chcesz mieszkać w tej ruderze, to może zamieszkasz na trochę u mnie? Po śmierci matki jest tam trochę pusto... oczywiście jeśli chcesz – Draco zauważył jej smutny wyraz twarzy, gdy usłyszała o pozwoleniu.
Hermiona nic nie odpowiedziała, tylko spojrzała na niego swoimi czekoladowymi oczami z wesołymi ognikami. Tak bardzo brakowało mu tego żywiołu, tej werwy w jej oczach. Wiedział, że się zgodziła.


...

Któregoś dnia obudził ją zapach kawy.
- Dzień dobry – usłyszała jego tubalny męski głos
- Dzień dobry – usłyszał jej damski, ale pewny siebie głos

- Bądź już ze mną na zawsze – usłyszeli swoje połączone głosy.






Koniec








3 komentarze:

  1. cudowna miniaturka. Co tu więcej pisać. Po prostu piękna.

    OdpowiedzUsuń
  2. jej cudne! Kiedy pojawi się 5 rozdział? Już nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń